Witaj na majka.blog.pl, blogu który istnieje już od 9 lat! Zapraszam do linkowni i koniecznie do księgi gości!


no to... HAPPY NEW YEAR! | 2011-12-31 14:16:14 | skomentuj (1)

Pamiętajcie, żeby przed północą spalić kartkę, na której wypisaliście wszystkie złe rzeczy z minionego roku. Drugą kartkę, na której wypisaliście wszystko co ma być dobre w roku 2012, koniecznie trzeba zjeść, popijając szampanem.
O północy nie może zabraknąć przy Was bliskiej osoby, a w kieszeni kilku (niepożyczonych!) złotych.

Ja życzę Wam prawdziwych, niezawodnych przyjaciół, dystansu do siebie i do innych, odrobiny skurwysyństwa bez wyrzutów sumienia w dbaniu o siebie i własne interesy. Dużo dużo udanego seksu, masy miłości i radości, rozwijania albo znalezienia swojej pasji i mnóstwa kasy - bo zawsze się przyda, i nie mówcie, że nie mam racji... Zdrówka dla Was, Waszych Bliskich i Waszych Zwierzaków, żeby Koty nie wpadały pod samochody, a dzieci nie czepiały się rakiet. Żeby Wasi szefowie mieli jaja i odrobinę wyrozumiałości, a Wasi egzaminatorzy dobry humor, kiedy Was przepytują. Żeby znajomi wyciągali Was na same udane imprezy bez konsekwencji. Żeby w naszym kraju było coraz milej, a w życiu coraz łatwiej. Żebyście przez życie szli pewnie i zawsze z uśmiechem na ustach. I - generalnie - żeby dobrze było, no!


Jezuskowe lobby | 2011-12-24 00:34:14 | skomentuj (1)

Święta, święta...
i zaraz będzie po świętach, a my cały czas jakoś nie możemy wczuć się w klimat.

Koty wylizują brytfanki po lazanii, Mąż leży zalany, a ja dopijam czerwone wino i piszę.
Swoją drogą, mogłabym żyć z pisania. Zdecydowanie. Nawet ostatnio Mąż kazał mi napisać książkę.... Tylko, że pisać też trzeba umieć.

Niektórzy dziwią się, że obchodzę Gwiazdkę. Cóż... taka moja rodzinna tradycja - mimo, że nie chodzimy do kościoła i raczej nie świętujemy w te dni narodzin boga, lubimy spotkać się przy jednym stole, podzielić czipsem i obdarować się nawzajem prezentami. Tak było zawsze.
Jest choinka, jest barszcz z uszkami, sama przez wiele lat pilnowałam, żeby nie zabrakło sianka pod obrusem... a kiedyś nawet grałam i śpiewałam kolędy.
Nie wiem, czy wynika to z szacunku dla tradycji, z przyzwyczajenia, czy z tego, że rodzice moi i moich kuzynek chcieli, by niczego nam nie brakowało, kiedy nasi rówieśnicy będą obchodzili święta? Nie wiem. Ale święta w moim domu są, i tak długo, jak w rodzinie będą dzieci, tak długo będą i święta.

My sami zrezygnowaliśmy z choinki - na rzecz Kotów. W jedną jedyną wigilię, którą spędziliśmy sami, też jedliśmy lasagnę - zamiast karpia - i graliśmy w planszówki. Więc pewnie w przyszłości może być podobnie. Ale to dobrze. To tradycje powinny ewoluować i dostosowywać się do nas, a nie odwrotnie. Z drugiej strony dobrze jest wiedzieć, że jutro u Babci będzie sałatka (którą nauczyłam się robić 10 lat temu) i ciasto drożdżowe (którego nikt nie lubi) i kolejna awantura o wydawanie kasy na prezenty. Takie stałe elementy krajobrazu, które muszą być, żeby człowiek poczuł się jak w rodzinnym domu.

Ciekawe, że u Męża barszcz ląduje na stole tuż przed ciastem. A u Dziadka standardem był bigos i kiełbasa, choć przecież mięso na wigilii to był wtedy śmiertelny grzech...

Dziwne będą te święta. Niby takie same, a jednak każde są inne. I trochę nie mogę się doczekać. Lubię dawać i dostawać prezenty. Lubię smak uszek. Lubię pomieszane zapachy karpia, sałatki i ciasta. Lubię śnieg chrupiący pod butami i ciemność za oknem, kiedy my siedzimy razem w ciepłym mieszkaniu. Czuję się wtedy jak w książce... Tak. Lubię.

Nie bedę Wam życzyć nic na święta. Oprócz tego, żebyście spędzili je tak, jak lubicie najbardziej. Będę Wam życzyć na Nowy Rok. Ale to już nie dzisiaj :)


Noodle Noodle Noodle | 2011-10-25 13:14:57 | skomentuj (0)

Po pierwsze zapraszam na Noodle :)
Po drugie Noodle są naprawdę dobre...
Po trzecie można zamówić Noodle z dostawą do domku czy pracy (dzwonimy: 71 725 42 42).
A po czwarte zapraszam do głosowania na Noodle w rankingu Gazety Wrocławskiej!



niby z górki, a jednak nie do końca... | 2011-10-06 13:05:47 | skomentuj (0)

Mały Kot rośnie wzdłuż i wszerz.
Duży Kot przestał rosnąć wszerz i chyba zaakceptował obecność Małego Kota.
To dobrze.
Ale oba są tak żarłoczne, że bez wsparcia nie da się ani przygotować śniadania czy obiadu, ani ich zjeść. I w kontekście Małego Kota Duży Kot wydaje się być bardzo ułożonym i grzecznym stworzeniem... Bosz, gdyby to Maniek zobaczył, to by się załamał. I wprowadził porządek ;)

Laptop padł. Nadworny fachowiec przeprowadził specjalistyczną sekcję zwłok i stwierdził, że padł ostatecznie. A wszystkie dane razem z nim... buuuu...
Ale w między czasie, jakby czując, co się święci, zadzwoniła pani z O. i zaproponowała internet z laptopem.
No i właśnie nadaję z nowego, wypaśnego sprzętu :) jupi!

Astra trochę zaczęła podupadać na zdrowiu, ale też już działa. Podobnie jak nasze nowe Ciasteczko. Obie już zdrowe, ale Mąż się trochę podenerwował w między czasie.

No i ciągle coś ktoś chce. I nie wiadomo, jak to się skończy. Tak jak panie z S. W środę otwieramy Noodle. Więc niby jest dobrze, ale jednak nie do końca....


Zapach zimy | 2011-09-24 11:40:52 | skomentuj (0)

Szkrab zwany Milkiem rośnie nam jak na drożdżach. Pozostaje jednak niezmiennie słodki i rozbrajający...

Codziennie poznaje nowe smaki i zapachy. Wczoraj na przykład poznał zapach zimy, który zagościł wieczorem na naszej wsi (co mnie osobiście przyprawia o paraliż kończyn i palpitacje serca, bo nie znoszę marznąć mimo wciśnięcia się w kilka powłok ubraniowych). Był troszkę zaskoczony panującą temperaturą i nową mieszanką woni, obwąchał więc wszystkie kafle na balkonie i nogi od balkonowego krzesła.
Spróbował też, jak smakuje cytrynka. Nie wiem, czy jesteście tego świadomi, ale klasyczna odległość kota od cytrusów wynosi przynajmniej pięć jego długości... Natomiast Milk polizał, ugryzł, przełknął, znowu polizał i był nieco zawiedziony, że jednak cytrynka nie smakuje kurczakiem.
Jest za to wielkim fanem pop-cornu. I tu nie ma ściemy - to nie tak, że czasem spróbuje i już. O nie! Dosiada się z nami do pełnej michy i wcina jak stały klient multikina.

Szkrabowi, też jak na drożdżach, rosną zęby. Gryzie więc absolutnie wszystko, co wpadnie mu w łapy. Ostatnio ma fetysz na ludzkie stopy. W związku z czym moje nie są zachwycone, bo nie cierpią być tykane, a co dopiero podgryzane, ale jestem dzielna!

Oprócz gryzienia stóp, dłoni, okularów, kabli czy telefonów, świetną zabawą okazało się przeszkadzanie w kuchni. Tu znaleźli z Coffey pełne porozumienie. Bez wsparcia z zewnątrz nie jestem w stanie nic ugotować... 
Szalenie lubi też rytuał parzenia herbaty, ale zachowuje się zupełnie inaczej. W czasie gotowania wody siedzi grzecznie na stole, potem przeskakuje na barek i bacznie obserwuje co ja tam majstruję przy kubku. Czasem pomaga przy mieszaniu.

Śpi na krewetkę, na naleśnika, na plecach i na mnie... Przychodzi to to i się uwala. Dzisiaj w nocy cały czas spał taki kłębek na mojej szyi, więc nie mogłam się ruszyć. I jeszcze wąsami łaskotał!

Wąsiska sobie raz przypalił, bo nie uwierzył mi, że garnek jest gorący... Wielkich strat na szczęście nie ma, jest za to szansa, że się nauczył.

Natomiast Coffey, nasza królewna, nadal udaje, że zupełnie nie kręcą jej zabawy i gonitwy z tym czymś czano białym i, że jest zbyt dumna i wyniosła, żeby zaszczycić go innym niż szydercze spojrzenie. 
Ale też poszerza swoje horyzonty kulinarne. Kiedyś tylko kurczaczek i szyneczka. Dzisiaj wszystko, czego spróbował Milk. No bo skoro on coś je, to dlaczego ona ma być gorsza? Po czym zalicza zdziwko, bo na przykład Milk dorwał kawałek absolutnie niezjadliwej chałki.
Coffey nadal jest wybredna - owszem, spróbuje, ale raczej nie je ludzkich wynalazków. Milk natomiast powinien mieć na drugie Odkurzacz, a na trzecie Zmywarka...

Pomijająć wszystko - zaczynamy z Małżem wierzyć w kocią reinkarnację. 




Myślałam, że to Coffey jest najbardziej żarłoczna. | 2011-09-06 16:22:44 | skomentuj (1)

Ale jednak nie - Milk jest bardziej...
Wczorajsza kolacja Szkraba (zaznaczam, że Szkrab w piątek ważył niewiele ponad kilogram):
- pół dziennej porcji suchej karmy,
- pół pasztecika dla małych kociąt,
- parówka,
- kawał mięcha z ugotowanej kurczaczej nogi,
- serek topiony.

Przy czym odkryliśmy, bo Szkrab jeszcze nie umie do końca zacierać śladów, że tego samego dnia po południu pochłonął jeszcze gotowaną marchewkę i delicję.

W między czasie koniecznie chciał spróbować, czy smakują mu ziemniaki (surowe niekoniecznie, ale gotowane owszem, chętnie), pietruszka, kapusta, seler i kiszone ogórki. I moja prawa ręka. 

Dopiero po tak obfitym w smaki wieczorze podjął decyzję o opuszczeniu kuchni i przystąpił do zabawy.
Była 23. oczywiście...



Czary z mleka | 2011-09-05 11:06:46 | skomentuj (0)

Maniek szaleje....

Tydzień temu rozmawialiśmy z Małżem o Coffey i jej samotności. Że przydałby się jej jakiś towarzysz życia - po pierwsze zawsze kogoś koło siebie miała (najpierw rodzeństwo, zaraz potem Maniusia), po drugie nas czeka tej jesieni bardzo, bardzo dużo pracy i prawie nie będzie nas w domku. 
Z bólem w serduszku, ale postanowiliśmy, że kiedy już skonsultujemy się z Panem Doktorem i zbadamy Coffey pod kątem obecności skurwiela, to przygarniemy do domu jakieś kocię. 

Ze względu na Coffey powinien to być mały kociak i w dodatku chłopiec, nie może być czarny. Ze względu na mnie nie może być też rudy ani szary w paski. Niewiele pozostało więc możliwości: biały, albo czarno-biały (trzykolorowe rodzą się tylko dziewczynki).

Nawet oglądaliśmy różne ogłoszenia o adopcji kociaków, ale nie znaleźliśmy żadnego, który spełniałby te wygórowane wymagania. No i przecież najpierw konsultacje u Weta...

A Maniek podsłuchał. I co?
I w czwartek wróciliśmy wieczorem do domu, a jakieś 3-4 metry od właśnie zaparkowanego auta zobaczyliśmy....
małego, czarno-białego kocurka.

Jacyś nieludzie wyrzucili go z jadącego samochodu (wciąż łudzę się, że może im wypadł...) prosto pod koła auta naszego sąsiada. Sąsiad - bohater - na szczęście wyhamował i dostarczył go na osiedle. Tu wymęczyły go wszystkie dzieciaki i mamusie - no bo w końcu słodziak - ale nikt nie zdecydował się, żeby się kociakiem zaopiekować. 

Ma na imię Milk.
Od czwartku ma swój dom.
Był na przeglądzie u Pana Doktora, razem z Coffey. Oboje są zdrowi, tylko jedno mamy tuczyć, a drugie odchudzać ;)
Wciąż chyba jeszcze nie rozumie, że naprawdę może sobie tu mieszkać, jeśli tylko ma ochotę. Ale powolutku się rozkręca i czasem nawet pyskuje Coffey. Bo Mała jest niestety zazdrośnica i fochniewicz i potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby było dobrze.

Milk coraz więcej je, coraz częściej mruczy, zaczyna ogarniać, że to do niego się zwracamy.
Przez większość czasu je, śpi i trawi (na pełny regulator), ale jest uroczy i będzie mądrym kotem.

W końcu byle czego Maniek by nam nie przysłał, prawda?






księga gości


Partneo na FB
Union Jack na FB
Yoka na FB
Ankora na FB


foto 2010 -
foto 2008 - 2010
foto 2008
foto 2007 - 2008


Programy Partnerskie
customaniak
skuteromaniak
CPN blog
DP fotolog



2011
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec